Prawdziwy pasjonat żeglarstwa w każdym jego wydaniu.
Bardzo chwalę sobie współpracę z Marcinem jako skipperem jachtów i instruktorem. Najważniejsza jest jednak opinia naszych klientów, którzy podkreślają jego wysoką kulturę osobistą i profesjonalne podejście do wykonywanych obowiązków. Właśnie dlatego zawsze chętnie polecam go jako skippera. Oprócz tego facet potrafi świetnie opowiadać o historii :)
Łukasz Żylik
PUNT Czartery jachtów
Marcinie!
Z wielkim sentymentem wspominam rejs po wodach Adriatyku pod Twoja komendą. Turystyczna Bawaria zamieniła się w rączego morskiego mustanga, a szczury lądowe (my) w ogorzałych od wiatru i burz piratów. Mam nadzieje jeszcze niejeden raz razem z Tobą zdobywać porty i słyszeć szum wiatru, gdy będziemy zwiedzali kolejne wody.
Maciej Luebek
Gdyby można powiedzieć, że wypoczynek oceniany jest przez jakość, to wakacjom z Marcinem nadalibyśmy certyfikat jakości :-) Dobra organizacja, wiedza i umiejętności skippera są warunkiem koniecznym do tego,
by wypoczynek był bezpieczny, a osobowość kapitana warunkuje dobrą zabawę. Nasz Kapitan ma jedno i drugie, dlatego też wspólnie z nim planujemy kolejne wakacje.
Barbara i Jerzy Siemieniuchowie - Gladius
Lubimy aktywny wypoczynek, dlatego zdecydowaliśmy się na rejs po wodach Adriatyku…
Lubimy, kiedy wszystko jest doskonale zorganizowane i „zapięte na ostatni guzik”…
Lubimy dobry humor i zabawę w czasie wakacji…
Lubimy wiedzieć, że udany wyjazd można powtórzyć..
Lubimy Marcina…jako skippera, organizatora i kompana…
A dlatego, że lubimy, to i polecamy.
Helena i Adam Wowerowie
Samochody, komputery, muzyka czy wreszcie a może przede wszystkim rodzina, to wszystko czym żyję na co dzień i co daje mi większą lub mniejszą satysfakcję.
To, co wydarzyło się w sierpniu 2009 nie pasuje do ram mojej codzienności i trudno znaleźć słowa, które oddałyby odczucia z mojej pierwszej prawdziwej wyprawy żeglarskiej.
Pierwsze spojrzenie na Adriatyk z chorwackiej autostrady rekompensuje trudy podróży a po wjechaniu na teren mariny (Sibenik, marina Mandalina) na twarzach wszystkich członków załogi pojawia się naprawdę szczery uśmiech. To stąd ruszamy, bez zbędnych formalności (myślę, że to dzięki świetnym relacjom między naszym skipperem a Chorwatami), w naprawdę ekspresowym tempie dostajemy nasz jacht, przepakowujemy ekwipunek (głównie jedzenie) i odpoczywamy czekając na poranek, którym rozpoczynamy szkolenie i wielką przygodę. Za namową zaprzyjaźnionego Chorwata zmieniamy termin i miejsce egzaminu, co nakłada na nas zdecydowanie większe tempo nauki. Pomoce dydaktyczne, ogromna wiedza i doświadczenie skippera ale przede wszystkim nasza determinacja, wzajemna pomoc i chęć zostania „skipperami” przynoszą oczekiwany efekt gdyż już w trzecim dniu naszego pobytu przystępujemy do państwowego egzaminu osiągając 100 % zdawalność.
Radości nie ma końca, jeszcze tego samego dnia wypływamy na jedną z urokliwych wysepek no i cóż „świętujemy” - szczegóły niech pozostaną w naszych wspomnieniach.
Kolejne dni to już czysta przyjemność, treningi na żaglach, silniku, manewry i korzystanie z ciepłego morza (temperatura wody 25-28 C) oraz możliwość spojrzenia na ten niesamowity kraj od strony morza.
Niestety wszystko co piękne zwykle za szybko się kończy i tak jest też tym razem, tydzień minął, czas wracać do rodzin. Jeszcze tylko tankowanie jachtu („cpn” na wodzie to też ciekawe doświadczenie) zwrot jachtu i już jesteśmy w samochodzie.
Trochę zmęczeni, ale dumni i szczęśliwi wracamy do Polski po drodze śpiewając szanty i gapiąc się w ekran dvd na „Gniew Oceanu” .
We Wrocławiu zostawiamy naszego skippera - Marcin Koc - ten, który zaraził nas Chorwacją i żaglami, ten który sprawił, że sierpniowy tydzień zostanie na zawsze w nas.
Marcin "Driver" Goździkowski
Odpoczywam, kiedy nie muszę martwić się o to, że nie mam planu na kolejny dzień, że nie do końca wiem, na ilu stopniach szerokości geograficznej się znajduję, że nie wiem, jak zacumować jacht i która „linka” jak się nazywa, który hals rozpędzi łódkę, a który zanurzy burtę..
Cieszę się słońcem, ciepłą wodą, podziwiam widoki, rozmyślam, marzę i zwyczajnie odpoczywam, bo wiem, że jest facet, który wie wszystko to, o czym ja nie mam pojęcia i dzięki temu wakacje z Marcinem to prawdziwy relaks
Ewa Wower
Pomysł na wyjazd do Chorwacji pojawił się u mnie nagle, gdyż jego autorem był kolega "od żagli".
Rejs był w zamiarze szkoleniowy, do chorwackiego patentu żeglarskiego.
Naszego skippera (Marcina) i reszty załogi nie znałem, ale jak się okazało dobór był szczęśliwym przypadkiem.
Marcin był dobrze zorientowany w lokalnych uwarunkowaniach: żeglarskich, bytowych i organizacyjnych.
Z jego pomocą i znajomościami, przejęcie i zdanie jachtu było czystą formalnością.
Przygotowania do egzaminu zabrały niestety trochę frajdy z pływania, ale dzięki temu, zdobyłem sporą porcję wiedzy (przykładowo, jak się okazało w Polsce, praktycznie równała się ona specjalizowanemu szkoleniu z SRC). Do tego swobodna atmosfera, barwne historie i możliwość zdobywania doświadczeń żeglarskich w różnych warunkach: od idealnej pogody, po nocne pływanie po rzece. Tłem dla całości wyjazdu były wspaniałe krajobrazy i niezapomniane klimaty dalmackich miasteczek rozproszonych na wysepkach, na których nie ma nawet samochodów;-)
Polecam MK Sailing i Chorwację. To połączenie jest strzałem w "10" i gwarancją udanego urlopu:-)
Andrzej "Kuna" Pietruszka
W dniach 22 – 29 sierpnia 2009 miałem przyjemność uczestniczyć w kursie żeglarskim na stopień Voditielj Brodice prowadzonym przez Marcina Koca (Wodzu, Skipper – różne padały określenia). Spotkaliśmy się po raz pierwszy w dniu wyjazdu i po krótkim zapoznaniu od razu było wiadomym, że miło wspólnie spędzimy czas. Oprócz mnie zamustrowanymi członkami byli Andrzej i Agata, Marcin ps. Driver i dwóch Andrzejów. Wyłączając Panie (a było ich bez liku – sztuk 1 ), załoga dzieliła się na Marcinów i Andrzejów, przy czym Ci pierwsi pozostawali w liczebnej przewadze.
Kurs praktycznie rozpoczął się już w dniu wyjazdu. Do mariny w Sibeniku pozostawało wiele kilometrów więc czas trzeba było w jakiś sposób zapełniać. Ponieważ egzamin państwowy w Chorwacji obejmuje wyłącznie teorię, zakładając że nikt przy zdrowych zmysłach nie wypłynie bez odpowiedniej praktyki żeglarskiej, zaczęliśmy odświeżanie nabytej wiedzy żeglarskiej przy okazji zdobywania różnych patentów krajowych. W taki sposób droga minęła błyskawicznie przy okazji wzbogacana filmami o tematyce marynistycznej. W Sibeniku pojawiliśmy się w sobotę, około godziny 13.00 i to był czas na zobaczenie naszego Skippera w akcji. Odbiór jachtu, formalności odbyły się błyskawicznie, przy czym czynności te były wykonywane z aktywnym naszym udziałem, tak by każdy poznał zarówno specyficzne wyposażenie jachtu, jak i w przyszłości potrafił sam sobie poradzić podczas przejmowania czarteru. Postanowiliśmy, że tego dnia pozostaniemy w marinie kontynuując przyswajanie wiedzy teoretycznej (np. w skrócie mówiąc „światełka”) oraz dokonując „testowych” prób ożaglowania a dodatkowo regulując też system wacht. Wieczór jak tradycja każe rozpoczął się świętowaniem wspólnego wyjazdu.... Resztę sami możecie sobie wyobrazić.
Kolejne dni mijały przede wszystkim na tzw. manewrówce. Rufą, dziobem, trawersem - do pirsu: z muringami i bez, do boi, do jachtu, do wszystkiego co było możliwe i na wszystkie sposoby. Raz przy mocniejszych porywach wiatru, raz przy „patelni”. W dzień i w nocy. Do znudzenia. Każdy miał tyle czasu i tyle manewrów ile czuł, że potrzebuje i ile chciał. Na efekty nie trzeba było czekać długo: prawie każde podejście to tzw. „jajeczko”. Stąd też i skipper nie miał co robić poza ćwiczeniem mimiki twarzy, w przypadku, gdy jajeczko przemieniało się w manewr „Szalonego Iwana” – ale i takie manewry z biegiem czasu również były coraz bardziej kontrolowane. Wieczorami odświeżanie teorii i pytania na wyrywki: zarówno od Skippera jak i między sobą. Ubaw czasami był przedni.
Nadszedł dzień egzaminu. Koszulki wyjściowe i walimy do Kapitanatu. Lekki stresik był, ale okazał się zupełnie niepotrzebny. Pytania dotyczące locji, nawigacji, prawa drogi, „światełek”, radia i ................ Wszyscy zdają! Szybko na jacht i wypływamy z mariny, która przez te 3 dni była naszą bazą.
Co potem się nie działo!?
Pływanie nocne, które chyba każdemu przypadło mocno do gustu, mimo że wymaga dużej uwagi. Tutaj dopiero weryfikuje się stan wiedzy: wiem, czy wydaje mi się, że wiem. Lepiej żeby ten drugi stan świadomości nigdy nie zaistniał.
Gra w bule – zespół w postaci Skipper i Ja, kontra Chorwaci – na nasze nieszczęście Chorwat w wieku około 70 lat okazał się mistrzem kraju w tej grze – możecie wyobrazić sobie co się stało.... Wspólna gra zakończyła się późno w nocy przy dobrym lokalnym winie.
Nie wspomnę już akcji pod tytułem „Czeszki”
I oczywiście niezapomniany tekst:
- Prędkość?
- 7 węzłów.
- Zanurzenie?
- 30 metrów.
- Wypad!!!
Czas mijał szybko a z nim i nasze mile. Niestety, musieliśmy w końcu dotrzeć do naszej mariny „bazy” jak to ją nazwaliśmy w okresie przygotowań egzaminacyjnych. Zdanie jachtu pod okiem skippera przebiegł równie sprawnie jak jego odbiór. Pozostała droga do domu i obietnice, że za rok płyniemy!
Podsumowując, był to dla nas niesamowity czas, gdzie pod okiem Marcina, mogliśmy przekształcić nasze pływanie „szuwarowo – bagienne” na takie, w którym można poczuć smak prawdziwej morskiej soli. Otoczył nas fachowością oraz dał zasmakować prawdziwego podejmowania decyzji przy różnych cięższych sytuacjach w kontrolowany, ale nie narzucający sposób. Za to wielkie dzięki. Gdybyś potrzebował kiedyś na balast – to ja bardzo chętnie.
Do zobaczenia na szlaku.
Marcin Kluczyk
Czerwiec 2009 Rodzinny rejs
Nasze pływanie z Marcinem miało początek w czerwcu 2009 r
Chcieliśmy po raz pierwszy zorganizować rodzinne pływanie w Chorwacji.
Ponieważ nikt z nas nie miał uprawnień żeglarskich sięgających ‘’na morze’’ postanowiliśmy wynająć skippera Po wielu rozmowach telefonicznych i mailach z różnymi ‘’ludźmi morza’’ dogadałem się w końcu z Marcinem .Jako że był to nasz pierwszy czarter zagraniczny , całe formalności scedowaliśmy na naszego skippera. Za jego radą też wybraliśmy jacht dla siebie bardzo dobrego jak się później okazało Elana 434 Impression o bardzo wdzięcznej nazwie ‘’Allegro’’. Wyruszyliśmy z Sukosanu na południe i przez najbliższe dni odwiedziliśmy kilka uroczych miejsc między innymi ,Kaprije, Maslinice na Solcie , Tijat , Sibenik , Skradin i stary Trogir. Marcin z zaangażowaniem i dużą dozą cierpliwości wprowadzał naszą ekipę w meandry adriatyckiego żeglowania. Rejs był do tego stopnia udany że ostatniego dnia zaowocował wspólnym pomysłem na zorganizowanie szkolenia jeszcze w bieżącym sezonie żeglarskim na stopień chorwackiego skippera Voditelj Brodice.
Sierpień 2009 Szkolenie w Chorwacji.
Minęły zaledwie dwa miesiące i na powrót jesteśmy w chorwackim Sibeniku, tym razem spotykamy się na szkoleniu na które zwołałem większą część ekipy.
Jest pięknie i gorąco. Ja z Agatą już znamy Marcina z czerwcowego rejsu tego roku ale dla reszty załogi jest wielką niewiadomą. Zaczynamy szkolenie i przez kilka dni intensywnie i efektywnie jak się okazało później na egzaminie. zdobywamy wiedzę potrzebną do zdobycia chorwackiego patentu Voditelj Brodice. Na przemian teoria z praktyką :Prawo drogi , system IALA obsługa techniczna jachtu , manewrówka i inne. Wreszcie dzień egzaminu, w południe stawiamy się w Kapitanacie Portu Sibenik. Tu oprócz nas, ok. 20-30 osób różnej narodowości przeważnie Niemcy. Marcin nam wiernie kibicuje.
Po ok .półtorej godziny cała załoga szczęśliwa, jeszcze wspólne zdjęcie na tle budynku kapitanatu . Zmęczeni napięciem ale zadowoleni wracamy do mariny by jeszcze po południu wyjść na wodę. Jutro wracamy do kraju bogatsi o nowe doświadczenia, a już za niecały rok...Chorwacja i Adriatyk czeka
Andrzej i Agata Królikowscy
Maj 2010 Szkolenie w Chorwacji
Rejs z Marcinem to przyjemność, przygoda i masa wiadomości.
Chcesz wypocząć – polecam
Chcesz się coś nauczyć z żeglowania – polecam
Na lądzie wie gdzie jest dobra knajpa, gdzie można się dobrze zabawić, czego i sam nie odpuszcza.
Jeden z najspokojniejszych skiperów po tej stronie kuli ziemskiej a to zapewnia max spokoju
oraz bezpieczeństwa na pokładzie i pełną możliwość cieszenia się przyjemnością żeglowania.
Krzysiek Świerczek Chorwacja Maj 2010-06-10
budotechnika@budotechnika.krakow.pl